żagle,żeglarstwo,szkolenia,wspomnienia

rejsy,tawerna,zagle,żaglach

zeglarstwo,szanty,informacje.

żeglarstwo jako moja pasja - żeglarstwo jako hobby

Zapraszamy do galerii oraz tapet

A na mroźne wieczory, zapraszamy do czytania ciekawych książek.

żeglarstwo sposobem na życie

Obejżyj tapety, na których żagle ukazują to, czym dla mnie jest żeglarstwo - sposobem na życie. Odwiedź naszą tawerne i naciesz swoje ucho historiami, nie z tego świata :). Przeczytaj wspomnienia opisujące nasze rejsy. Ujżyj w myślach widoki pięknych mazur. Wszytsko znajdziesz na tej stronie - żeglarstwo, zeglarstwo, tawerna, widoki, zagle, żagle, wspomnienia.
0.64278800 1280608025
 

/ Tawerna / Robak

 

Czarter Blues, czyli jak zostałem morskim taternikiem 1/3

Muzyka, słowa i tekst: Kazimierz ROBAK

Wczesne czarterowe rejsy "Pogorii" to dość szczególny rozdział jej historii. Cóż stąd, że teraz pływa prawie wyłącznie w czarterach i za wejście na jej pokład trzeba słono płacić? "Pogoria" powstała jednak z założenia jako żaglowiec szkolny: miała na niej pływać młodzież polska, zwłaszcza ci jej przedstawiciele, którzy morza nie widzieli nigdy w życiu, za to pilnie oglądali telewizyjny program "Bractwo Żelaznej Szekli". Ponieważ wszystko było wówczas państwowe, więc i koszty tej działalności miały pochodzić z kiesy państwowej, co zresztą w owych czasach wydawało się dość naturalne.
Rok urodzin "Pogorii" - 1980 - był jednak wstrząsową końcówką gazetowej prosperity PRL i żadna prasa, nawet najbardziej czerwona, nie wyrywała się już z udowadnianiem, że Polska Ludowa jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata. To, że akurat wtedy właściciele PRL znaleźli kozła ofiarnego, na którego zrzucić mogli tragiczne efekty prowadzonej przez dziesięciolecia rabunkowej gospodarki, jest zupełnie inną historią.
Faktem było jednak, że na "Pogorię" pieniędzy nie starczało, więc jej armator - a był nim Polski Związek Żeglarski i jego mniej lub bardziej dziwne agendy - postanowił, że żaglowiec powinien na siebie zarobić. Tak przynajmniej głosiła wieść oficjalna, bo w praktyce zarabiane w czarterach pieniądze znikały w brzuchu ministerialnego molocha (konkretnie: GKKFiS - jeśli ktoś nie wie, jak się ten skrót rozwija, niech się cieszy).
Teoretycznie część zarobionych przez "Pogorię" pieniędzy moloch miał przekazywać na potrzeby "Pogorii" (przepraszam za idiotyzm logiki zdania, ale to nie moja wina), jednak w praktyce, gdy Kapitan żaglowca wydał kiedyś kilkadziesiąt marek na dakronowe nici do żagli, absolutnie nie do kupienia w kraju, został postawiony do raportu i surowo zgromiony za szastanie i niezgodne z przepisami wydawanie nieswoich "środków dewizowych". Kto naprawdę wydawał wówczas te pieniądze - nie wiem, ale że "Pogoria" nie była pierwszym, ostatnim ani jedynym okradzionym przez system i jego czynowników, więc zostawmy tę sprawę na później, czyli nigdy.

Pogoriowe czartery przypadały w dodatku na czas stanu wojennego: zwyczajnym ludziom paszportów wtedy nie wydawano w ogóle, więc nie było co nawet rozmawiać o "masowym udziale młodzieży" w rejsach morskich.
Pierwsza umowa czarterowa zawarta została jesienią 1981 roku, a więc tuż przed ogłoszeniem wojny polsko-jaruzelskiej. Kontrakt był tak obwarowany, że PZŻ (dokładnie "Interster") w przypadku zerwania, płacić by musiał bajońskie sumy. Gdy więc ktoś tam policzył dokładnie ewentualne straty - machina ruszyła. Załoga wybrana osobiście przez Kapitana - prywatnie obiecaliśmy mu, że nie "zsiądziemy" - dostała służbowe paszporty z Centralnego Ośrodka Sportu (sic!), pewnie nie bez błogosławieństwa prezesa PZŻ-tu, którym był wówczas niejaki Rakowski, premier i towarzysz (a wiele lat później pierwszy i ostatni sekretarz).

W pierwszy rejs dla płatnych pasażerów "Pogoria" wypłynęła w końcu maja 1982 do Kilonii. Czarter trwał kilka tygodni i był chyba tak owocny, że na lipiec i sierpień barkentynę natychmiast wysłano na światowe regaty wielkich żaglowców urządzane przez Sail Training Association, sponsorowane przez producenta whisky Cutty Sark, w Polsce zwane krótko Operacja Żagiel. Napisana w rejsach zarobkowych ballada "Czarter blues" ujmowała te początki w ten sposób:

Miał to być piękny szkolny żaglowiec
I młodzież miała na nim żeglować.
Dziś zęby szczerzy tu kapitalizm,
Bo PZŻ walutę chce rachować!

Były to czasy, kiedy nauczyciel w PRL zarabiał - w przeliczeniu przez czarnorynkowy (więc realny) kurs waluty - 12-15 dolarów miesięcznie. Pięć RFN-owskich marek (ok. 2 dolarów) na głowę dziennie, które płacił PZŻ marynarzom czarterowym, plus napiwki od "wdzięcznych turystów", były stawką na tyle atrakcyjną, że w czarterowej załodze pełno było PZŻ-etowskich dyrektorów i notabli. Nazywało się to co prawda: "praktyczne zapoznanie z samodzielną działalnością gospodarczą żaglowca w celu podniesienia jakości jego dalszej ekspoloatacji", ale jak go zwał, tak zwał: dyrektorzy zmywali naczynia w pentrze i podłogi w kambuzie, sprzątali turystyczne pawie i serwowali posiłki w kelnerskich liberiach za dwudolarową stawkę dzienną i napiwki, które w najlepszym układzie tę sumę podwajały.
Załogę pokładową (równą w płacy i prawach załodze tzw. hotelowej) tworzyła grupa żeglarzy, którzy żaglowiec znali "od podszewki".
"Hotelarze" rzadko kłócili się z "żeglarzami", a jeśli nawet - były to raczej towarzyskie przekomarzania niż kłótnie, bo na ogół wszyscy pomagali wszystkim i cała grupa była zaprzyjaźniona. Zdarzało się, że do załogi dostawali się osobnicy, którzy o pracy i odpowiedzialności zespołowej nie mieli większego pojęcia, ale oni bardzo szybko znikali z pokładu i - na szczęście - więcej nie wracali.

Jak i co zrobić - zaraz się dowiesz,
Stu instruktorów naraz ci powie.
Lecz kiedy śmieci trzeba posprzątać,
Słyszysz: "Nie było tego w umowie!"

Z drugiej strony pięć marek dziennie było stawką śmieszną, nie tylko w porównaniu z zarobkami zachodnimi, ale również z zyskami, które później znikały bezpowrotnie w biurokratycznej dali. Załoga czarterowa zdawała sobie z tego sprawę, ale że głos ludu pracującego w PRL-u liczył się tylko teoretycznie, więc cóż było robić - zostawał tylko "Czarter blues":

Żeglarzu żyły z siebie wypruwaj,
Chociaż cholera cię bierze!
Czyść kible z pawi i brasuj reje -
Kto inny owoc pracy twojej zbierze!