Fiddler's Green
[??.?? N/ ??.?? E]
Wizja śmierci na morzu, bez obrządku kościelnego, czyli droga wprost do piekła, nie dawały marynarzom spokoju. Trzeba było zatem zwrócić się do władz kościelnych, aby w jakiś sposób naprawić tę sytuację. Kościół uznał, że obiekcje marynarzy co do czekającej ich przyszłości w zaświatach są w pewnym stopniu słuszne, ponieważ niemożliwością jest udzielenie ostatniego namaszczenia tonącemu człowiekowi na wzburzonym morzu, a zatem jego dusza nie może iść do nieba lub czyśćca.
Chcąc jednak dać marynarzom jakiś promyk nadziei, wydzielono specjalne miejsce przeznaczone na pociechę dla dusz ludzi, którzy zginęli na morzu. Miejsce to nazwano locus fidelis in gremia (locus - miejsce, fidelis - wierny, gremium - łono wnętrza), co można było przetłumaczyć jako "miejsce dla głęboko wierzących". Tego rodzaju zabezpieczenie duchowe zostało niewątpliwie przyjęte z wdzięcznością przez brać żeglarską, lecz nazwa fidelis gremia to za dużo jak na możliwości ówczesnego słownika marynarskiego. Żeglarze angielscy zniekształcili więc tę nazwę na Fiddler's Green (fiddler - skrzypek, green - zielony, zieleń, błonia), czyli "kraina szczęśliwości".
Jak sobie interpretowali dawni marynarze tę żeglarską krainę szczęśliwości? Zgodnie z wewnętrznym przekonaniem, a może raczej przyzwyczajeniem, było to miejsce, gdzie nikt się nie starzał, gdzie był bar, w którym dorodne barmanki podawały gościom smakowite dania przywracające siły, a tancerki obdarzały ich swymi wdziękami przy akompaniamencie muzyki miliona skrzypiec, gdzie nie było pracy i wszystkie uciechy cielesne były osiągalne. Marynarz nie miał jednak ochoty czekać na te przyjemności do chwili zatonięcia, gdy jego dusza powędruje do krainy wiecznej szczęśliwości, chętnie więc korzystał z nich przy okazji. Dlatego też dla ludzi morza kraina szczęśliwości to raczej jakakolwiek tawerna czy inne ziemskie miejsce rozrywki. Jednym z wielu wierzeń marynarzy w epoce żaglowców było przeświadczenie, iż głosy barmanek i tancerek w Fiddler's Green miały wpływ na fale morskie. Kiedy śpiewały, i to głośno, wtedy morze było spokojne, kiedy zaś odpoczywały, wtedy należało się spodziewać sztormowej pogody.
Inną genealogie tego miejsca można znaleźć w angielskich legendach. Wg nich Fiddler's Green to rajskie miejsce, do którego można dojść idąc w głąb lądu z wiosłem na ramieniu tak długo, aż dojdzie się do miejsca, w którym ludzie będą cię zatrzymywać i pytać, co niesiesz na ramieniu. Legenda ta ma swoje korzenie w przepowiedni Tejresjasza z "Odysei" Homera. Tejresjasz mówi Odyseuszowi, że jest to jedyny sposób, aby ukoić boga oceanów - Posejdona. Gdy już się tam trafi, należy złożyć swoją ofiarę.
Nazwą tą zaczęto nawet określać miejsce gdzie przesiadywał skrzypek grający ku uciesze marynarzy. W czasie pracy była to najczęściej kolumna kabestanu.
Najbardziej znaną piosenkę o Fiddler's Green skomponował John Conolly w roku 1970
As I walked by the dockside one evening so rare
To view the saltwater and taste the salt air
I spied an old fisherman singing this song
Oh take me away, boys, my time is not long
Wrap me up in my oilskin and blanket,
No more 'round the docks I'll be seen,
Just tell me old shipmates, I'm takin a trip, mates,
and I'll see you some day in Fiddler's Green
W ciągu tych kilkudziesięciu lat piosenkę zmodyfikowano dla ułatwienia śpiewania i dzisiaj brzmi ona tak
As I walked by the dockside one evening so fair
To view the saltwater and take the sea air
I heard an old fisherman singing a song
Won't you take ma away boys me time is not long
Wrap me up in me oil-skin and jumper
No more on the docks I'll be seen
Just tell me old shipmates, I'm taking a trip mates
And I'll see you some day in Fiddler's Green
Słowa do polskiej wersji brzmią tak
Stary port się powoli układał do snu,
świeża bryza zmarszczyła morze gładkie jak stół.
Stary rybak na kei zaczął śpiewać swą pieśń:
"Zabierzcie mnie chłopcy, mój czas kończy się."
Tylko wezmę mój sztormiak i sweter,
Ostatni raz spojrzę na pirs.
Pozdrów moich kolegów, powiedz, że dnia pewnego
Spotkamy się wszyscy tam, w Fiddler's Green.
Wizja śmierci na morzu, bez obrządku kościelnego, czyli droga wprost do piekła, nie dawały marynarzom spokoju. Trzeba było zatem zwrócić się do władz kościelnych, aby w jakiś sposób naprawić tę sytuację. Kościół uznał, że obiekcje marynarzy co do czekającej ich przyszłości w zaświatach są w pewnym stopniu słuszne, ponieważ niemożliwością jest udzielenie ostatniego namaszczenia tonącemu człowiekowi na wzburzonym morzu, a zatem jego dusza nie może iść do nieba lub czyśćca.
Chcąc jednak dać marynarzom jakiś promyk nadziei, wydzielono specjalne miejsce przeznaczone na pociechę dla dusz ludzi, którzy zginęli na morzu. Miejsce to nazwano locus fidelis in gremia (locus - miejsce, fidelis - wierny, gremium - łono wnętrza), co można było przetłumaczyć jako "miejsce dla głęboko wierzących". Tego rodzaju zabezpieczenie duchowe zostało niewątpliwie przyjęte z wdzięcznością przez brać żeglarską, lecz nazwa fidelis gremia to za dużo jak na możliwości ówczesnego słownika marynarskiego. Żeglarze angielscy zniekształcili więc tę nazwę na Fiddler's Green (fiddler - skrzypek, green - zielony, zieleń, błonia), czyli "kraina szczęśliwości".
Jak sobie interpretowali dawni marynarze tę żeglarską krainę szczęśliwości? Zgodnie z wewnętrznym przekonaniem, a może raczej przyzwyczajeniem, było to miejsce, gdzie nikt się nie starzał, gdzie był bar, w którym dorodne barmanki podawały gościom smakowite dania przywracające siły, a tancerki obdarzały ich swymi wdziękami przy akompaniamencie muzyki miliona skrzypiec, gdzie nie było pracy i wszystkie uciechy cielesne były osiągalne. Marynarz nie miał jednak ochoty czekać na te przyjemności do chwili zatonięcia, gdy jego dusza powędruje do krainy wiecznej szczęśliwości, chętnie więc korzystał z nich przy okazji. Dlatego też dla ludzi morza kraina szczęśliwości to raczej jakakolwiek tawerna czy inne ziemskie miejsce rozrywki. Jednym z wielu wierzeń marynarzy w epoce żaglowców było przeświadczenie, iż głosy barmanek i tancerek w Fiddler's Green miały wpływ na fale morskie. Kiedy śpiewały, i to głośno, wtedy morze było spokojne, kiedy zaś odpoczywały, wtedy należało się spodziewać sztormowej pogody.Inną genealogie tego miejsca można znaleźć w angielskich legendach. Wg nich Fiddler's Green to rajskie miejsce, do którego można dojść idąc w głąb lądu z wiosłem na ramieniu tak długo, aż dojdzie się do miejsca, w którym ludzie będą cię zatrzymywać i pytać, co niesiesz na ramieniu. Legenda ta ma swoje korzenie w przepowiedni Tejresjasza z "Odysei" Homera. Tejresjasz mówi Odyseuszowi, że jest to jedyny sposób, aby ukoić boga oceanów - Posejdona. Gdy już się tam trafi, należy złożyć swoją ofiarę.
Nazwą tą zaczęto nawet określać miejsce gdzie przesiadywał skrzypek grający ku uciesze marynarzy. W czasie pracy była to najczęściej kolumna kabestanu.
Najbardziej znaną piosenkę o Fiddler's Green skomponował John Conolly w roku 1970
As I walked by the dockside one evening so rare
To view the saltwater and taste the salt air
I spied an old fisherman singing this song
Oh take me away, boys, my time is not long
Wrap me up in my oilskin and blanket,
No more 'round the docks I'll be seen,
Just tell me old shipmates, I'm takin a trip, mates,
and I'll see you some day in Fiddler's Green
W ciągu tych kilkudziesięciu lat piosenkę zmodyfikowano dla ułatwienia śpiewania i dzisiaj brzmi ona tak
As I walked by the dockside one evening so fair
To view the saltwater and take the sea air
I heard an old fisherman singing a song
Won't you take ma away boys me time is not long
Wrap me up in me oil-skin and jumper
No more on the docks I'll be seen
Just tell me old shipmates, I'm taking a trip mates
And I'll see you some day in Fiddler's Green
Słowa do polskiej wersji brzmią tak
Stary port się powoli układał do snu,
świeża bryza zmarszczyła morze gładkie jak stół.
Stary rybak na kei zaczął śpiewać swą pieśń:
"Zabierzcie mnie chłopcy, mój czas kończy się."
Tylko wezmę mój sztormiak i sweter,
Ostatni raz spojrzę na pirs.
Pozdrów moich kolegów, powiedz, że dnia pewnego
Spotkamy się wszyscy tam, w Fiddler's Green.
Hubert Smusz